Gdy morska farma wiatrowa dostarcza „pierwszy prąd do sieci”, nagłówek brzmi jak przełączenie wyłącznika. Tak nie jest. Pierwszy prąd to widoczny czubek długiego, ściśle zaplanowanego procesu inżynieryjnego zwanego rozruchem — moment, w którym energia z jednej turbiny zostaje wreszcie dopuszczona do krajowej sieci, wiele miesięcy po tym, jak pierwsza stal dotknęła dna morskiego. Polskie projekty Baltic Power i Baltica 2 pokazują, co ta sekwencja obejmuje i dlaczego ma znaczenie.

Zaczyna się na dnie morza, a nie w turbinie. Zanim powstanie jakikolwiek fundament, wykonawcy badają warunki gruntowe, oczyszczają korytarz z niewybuchów i usuwają głazy o średnicy do dwóch metrów. W projekcie Baltica 2 statek BOKA Falcon należący do Boskalis przygotował 150 kilometrów tras dla kabli wewnętrznych — linii łączących turbiny z morskimi stacjami — orząc dno morskie pługiem, a przed nim jeszcze 260 kilometrów trasy dla kabli eksportowych. Jakość tego wykopu wprost wpływa na to, jak bezpiecznie można ułożyć i zabezpieczyć kable. Dopiero gdy korytarze i fundamenty są gotowe, montuje się turbiny i kable.

Przyłączenie do sieci to osobny projekt. Energia z morza musi dotrzeć do lądowej stacji, zanim trafi do systemu krajowego, a to właśnie tam monitoruje się i steruje całą farmą — w tym morskimi stacjami i turbinami oddalonymi o około 40 kilometrów od brzegu. W projekcie Baltica 2 lądową stację transformatorową w Choczewie uruchamia polska firma Enprom w ramach 21-miesięcznego kontraktu obejmującego testy zgodności wymagane przez operatora systemu przesyłowego, weryfikacje względem projektu oraz próbny rozruch. To właśnie rozruch elektryczny tej lądowej infrastruktury pozwala turbinom morskim pracować i przesyłać prąd bez przerw.

„Pierwszy prąd” jest więc kamieniem milowym testów, a nie linią mety. Potwierdza, że infrastruktura morska i lądowa została zasilona i zintegrowana oraz że pierwsza turbina może zasilać sieć w warunkach zgodności określonych przez operatora. Pełny rozruch następuje w miarę zasilania kolejnych turbin i dochodzenia farmy do pełnej mocy. W Baltic Power — pierwszej polskiej morskiej farmie wiatrowej, wspólnym przedsięwzięciu ORLEN i Northland Power o mocy 1,2 GW — budowa ma zakończyć się w drugiej połowie 2026 roku; przy pełnej mocy farma ma wytwarzać około 4 TWh rocznie, co wystarczy dla ponad 1,5 miliona gospodarstw domowych i pokryje około 3% zapotrzebowania Polski na energię.

Ten kamień milowy oznacza też przekazanie. Budowa jest skończona; eksploatacja trwa dekady. Baza serwisowa Baltic Power w Łebie — nabrzeże, które jeszcze kilka lat temu było publiczną promenadą — koordynowała flotę budowlaną liczącą około 80 statków i tysiące osób, a teraz zatrudnia ludzi na około 30 lat eksploatacji i utrzymania: około 40 pracowników Baltic Power i ponad 50 osób po stronie wykonawców. Pierwszy prąd to moment, w którym projekt przestaje być budowany, a zaczyna być eksploatowany.

Dlaczego ma to znaczenie poza jedną farmą: każdy uruchomiony megawat to krajowa energia, która wypiera importowane paliwo. Copenhagen Infrastructure Partners szacuje, że importowane paliwa kopalne wciąż zaspokajają około 40% europejskiego zapotrzebowania na energię, kosztem około 250 miliardów euro rocznie, i przekonuje, że przyspieszona elektryfikacja oraz system oparty na OZE mogłyby obniżyć ten import o około 80%, a ceny energii nawet o 40% do 2050 roku. Polski portfel projektów już się wydłuża — projekt Baltic East wygrał niedawną aukcję z konkurencyjną ceną 476,88 zł/MWh i zakłada pierwszy prąd już w 2032 roku. Każdy „pierwszy prąd” to kolejny krok z tej mapy drogowej do sieci.