Przez większość ostatniej dekady „local content” w polskim offshore był słowem, które pojawiało się w dokumentach strategicznych i na panelach konferencyjnych znacznie częściej niż w podpisanych umowach. To się zmieniło. W pierwszej fali bałtyckich projektów udział krajowy przeszedł z ambicji do zamówień — do wież, kabli, fundamentów, opracowań projektowych i pozwoleń z polskimi nazwiskami. Ciekawe pytanie nie brzmi już, czy polski przemysł może uczestniczyć, lecz które części łańcucha wartości faktycznie przejął, a których nie.
Co udało się zdobyć
Najbardziej widoczne sukcesy dotyczą ciężkiej stali. Baltica 2, projekt o mocy 1,5 GW realizowany wspólnie przez PGE Polską Grupę Energetyczną i Ørsted, zamontuje turbiny Siemens Gamesa na wieżach zbudowanych w Polsce przez Baltic Towers, przy czym największa partia — ponad 100 wież — powstaje w gdańskim zakładzie. Podobnie wygląda to przy fundamentach: spośród ponad 400 elementów konstrukcji dodatkowych montowanych na 111 monopalach projektu — klatek anodowych, miejsc do cumowania, platform wewnętrznych i zewnętrznych — około trzech czwartych powstaje w polskich fabrykach.
— Projekty morskiej energetyki wiatrowej wymagają najwyższych standardów jakości i precyzji — powiedział Dariusz Lubera, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej, przy ogłoszeniu umowy na wieże. — Udział Baltic Towers w dostawie wież potwierdza, że gdański zakład spełnia najbardziej wymagające standardy międzynarodowe i skutecznie konkuruje z czołowymi dostawcami globalnymi.
Ocean Winds doszedł do podobnego punktu przy BC-Wind, domykając finansowanie o wartości 2 mld euro, w którym Europejski Bank Inwestycyjny odpowiada za blisko jedną trzecią, obok niego stoi hiszpańskie ICO, a udział bierze 13 banków komercyjnych, w tym trzy polskie. Kacper Kostrzewa, dyrektor zarządzający spółki w Polsce, mówił wprost, że zobowiązanie do local content musiało przetrwać zderzenie z procedurą zakupową. — Od początku byliśmy zdeterminowani, aby deklaracje dotyczące local content przełożyły się na konkretne kontrakty — wskazał, wymieniając współpracę z Tele-Foniką, CRIST Offshore i P&Q. Stacja elektroenergetyczna na lądzie i lądowy kabel eksportowy, a także baza operacyjno-serwisowa we Władysławowie, wyprzedzają wejście jednostek instalacyjnych; pierwsza energia planowana jest na 2028 rok.
Cichsza zdobycz: inżynieria i badania
Stal jest nagłówkiem. Inżynieria jest prawdopodobnie trwalszym zwycięstwem. Przy projekcie Baltic East o mocy 900 MW ORLEN Neptun powierzył prace przedprojektowe, FEED i uzyskanie pozwoleń konsorcjum PROJMORS ASE Group, RAMBOLL Polska i Enprom — z udziałem Geofizyki Toruń, firmy archeologicznej Glesum, Politechniki Morskiej w Szczecinie, Instytutu Łączności, Akademii Marynarki Wojennej, spółki Squadron i ASE Offshore.
Ta lista ma znaczenie, bo FEED leży u źródła wszystkiego. Ustala parametry turbin, fundamentów, stacji i kabli, tworzy kosztorys stanowiący podstawę ostatecznej decyzji inwestycyjnej i przesądza, gdzie wyceniane jest ryzyko. Łańcuch dostaw, który jedynie wykonuje to, co ktoś inny zaprojektował, pozostaje podwykonawcą. Ten, który prowadzi prace projektowe, jest bliżej współwłasności projektu.
— Rynek krajowy jest coraz bardziej gotowy inwestować w dynamicznie rosnący sektor morskiej energetyki wiatrowej — powiedział Janusz Bil, prezes zarządu ORLEN Neptun, ujmując to jako procent składany od doświadczeń pierwszej fazy. Baltic East znalazł się wśród zwycięzców pierwszej polskiej aukcji offshore przeprowadzonej przez Prezesa URE pod koniec 2025 roku i biegnie równolegle z czterema pozwoleniami Baltic West na Ławicy Odrzańskiej. Grupa ORLEN celuje w 12,8 GW mocy zainstalowanej w OZE do 2035 roku.
Maszyneria, która za tym stoi
Nic z tego nie wydarzyło się przypadkiem. Local content ma dziś w Polsce instytucjonalne rusztowanie: dedykowany Zespół ds. Local Content na poziomie rządowym, Agencję Rozwoju Przemysłu oferującą finansowanie, doradztwo i dostęp do terenów przemysłowych oraz stały obieg wydarzeń dla dostawców. Forum Dostawców Polskiej Energetyki Wiatrowej w Szczecinie — pod hasłem „Wind Factory of Europe” — zebrało ministerstwa, spółki energetyczne Skarbu Państwa i sektor MŚP wokół jednej tezy: że skala transformacji powinna przekładać się na polskie firmy, technologie i kompetencje.
— Local content przestał być hasłem, a stał się realnym elementem polityki państwa — powiedziała Ilona Deręgowska, wiceprezes zarządu ARP S.A. Minister klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska ujęła argument strategiczny ostrzej: — Nie możemy zastąpić jednej zależności inną.
Na Pomorzu ta sama maszyneria działa w bardziej praktycznym rejestrze. Warsztaty w Gdańsku organizowane przez PGE Baltica, Polskie Elektrownie Jądrowe i ARP prowadzą regionalne firmy przez fundusze rozwojowe, pożyczki, programy wejścia do sektora, narzędzia doradcze i tereny inwestycyjne — z udziałem Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej, Agencji Rozwoju Pomorza, Pomorskiego Funduszu Rozwoju, PAIH, InvestGdy i Rumia Invest Park. — Zainteresowanie łańcuchem dostaw rośnie, a doświadczenia z projektów morskiej energetyki wiatrowej potwierdzają, że polskie firmy są gotowe uczestniczyć w dużych inwestycjach energetycznych — powiedział Piotr Dziubałtowski, wiceprezes ds. operacyjnych PGE Baltica.
Warto zauważyć, co te warsztaty naprawdę robią: łączą offshore i program jądrowy w Lubiatowie-Kopalinie w jeden strumień kwalifikacji dostawców. Firma, która spełnia standardy jakościowe offshore, ma za sobą większość drogi do kwalifikacji jądrowej. To zabieg celowy i to właśnie w ten sposób przejściowy boom budowlany zamienia się w trwałą zdolność przemysłową.
Czego wciąż brakuje
Uczciwa ocena jest taka, że Polska przejęła pracochłonny i stalochłonny środek łańcucha oraz rosnący udział w usługach inżynieryjnych, a bardzo niewiele z wysokomarżowego szczytu. Turbiny są od Siemens Gamesa. Jednostki instalacyjne to Van Oord i podobni. Specjalistyczna flota kablowa i ciężkiego podnoszenia jest zagraniczna. To właśnie te elementy projektu offshore, w których cenę wyznacza deficyt, a nie koszt — i w których najtrudniej się zadomowić.
Kolejnym testem będzie to, czy druga faza zamieni wykonawstwo we współwłasność: polskie udziały w jednostkach pływających, w operacjach serwisowych i w długim ogonie eksploatacji, który biegnie przez 25–30 lat po uruchomieniu farmy. Kontrakty różnicowe i wolumeny aukcyjne dają deweloperom widoczność potrzebną do takich zobowiązań. Porty — Gdańsk, Świnoujście, Łeba, Ustka, Władysławowo — decydują o tym, czy istnieją fizyczne zdolności, by je dotrzymać.
Pierwsza faza odpowiedziała na pytanie o zdolność. Druga odpowie na pytanie o marżę.








