WindEurope wezwało UE, by nie otwierać ponownie dyrektyw ptasiej i siedliskowej, w czasie gdy Komisja Europejska przegląda prawo środowiskowe w pakiecie Environmental Omnibus i planuje test odporności obu dyrektyw. Stowarzyszenie przedstawiło swoje stanowisko 12 października podczas brukselskiej Nocy Ciemności, gdzie zaprezentowało też broszurę o energetyce wiatrowej i bioróżnorodności.
Branża argumentuje, że ponowne otwarcie przepisów oznaczałoby niepewność prawną oraz ryzyko lat dodatkowych sporów sądowych i opóźnień projektów. Podobne obawy mają według niej organizacje ekologiczne. WindEurope chce, by skupić się na prawidłowym wdrażaniu przepisów przez państwa członkowskie, zwiększeniu możliwości administracyjnych organów wydających pozwolenia oraz szerszym wykorzystaniu cyfrowych narzędzi i interoperacyjnych systemów danych.
„UE nie może na nowo otwierać dyrektywy ptasiej i siedliskowej” – powiedział Pierre Tardieu, dyrektor ds. polityki w WindEurope, dodając, że przepisy pozwalają na rozwiązania dopasowane do konkretnych lokalizacji. Ariel Brunner, prezes BirdLife, stwierdził, że rozwój OZE można przyspieszyć bez niedopuszczalnych szkód dla przyrody, a „wyrzucenie” przepisów podważyłoby ochronę przyrody i stworzyło niepewność dla odpowiedzialnych firm.
Broszura przedstawia 40 studiów przypadków z 19 krajów, w których stosuje się hierarchię działań: unikanie, minimalizowanie, odtwarzanie i kompensowanie skutków. Przykładem jest farma Andau w Austrii, gdzie system oparty na radarze, opracowany z operatorem żeglugi powietrznej Austro Control, wyłącza światła przeszkodowe, dopóki statek powietrzny nie wejdzie w strefę co najmniej 8 km. WindEurope podaje, że światła są wyłączone nawet przez 90 proc. nocy przy 79 turbinach. Debata o pozwoleniach dotyczy też deweloperów znad Bałtyku, którzy działają w ramach tych samych unijnych przepisów przyrodniczych.







