Monopal – stalowa rura wbijana w dno morskie – przeprowadził morską energetykę wiatrową przez jej pierwsze dwie dekady i wciąż stanowi fundament większości turbin stawianych na Bałtyku i Morzu Północnym. Ale jego możliwości kończą się przy głębokościach znacznie powyżej 50-60 metrów, a dno traktuje jak pustą przestrzeń. Grupa nowszych rozwiązań próbuje przekroczyć obie te granice naraz: sięgnąć głębszych wód i dzielić morze ze wszystkim, co jeszcze z niego korzysta.

Najwyraźniejsza luka leży między fundamentami posadowionymi na dnie, które pozostają opłacalne mniej więcej do 50-60 metrów, a komercyjną energetyką pływającą, która nie jest jeszcze dojrzała. Pas wód pomiędzy nimi nie jest dobrze obsługiwany przez żadne z tych rozwiązań. Neretek, spółka założona przez firmę inżynieryjną Wood Thilsted i COP Frontier, której przewodniczy były szef Global Wind Energy Council Jonathan Cole, celuje właśnie w tę lukę. Jej fundament BC90 ma przenieść prostotę monopala na głębokości 60-90 metrów – budowany w oparciu o istniejące łańcuchy dostaw, instalowany z istniejących portów i bez dużych wyspecjalizowanych jednostek, których wymaga energetyka pływająca. Wielka Brytania posunęła się nawet do nazwania tej kategorii – Other Deepwater Offshore Wind – ponieważ spora część jej najlepszych zasobów wiatru leży poza zasięgiem klasycznych fundamentów.

Platformy pływające sięgają jeszcze głębiej, a branża wykorzystuje wczesne demonstratory, by odpowiedzieć na drugie pytanie: co dzieje się pod nimi. DemoSATH firmy Saitec, działająca jednostka pływająca u wybrzeży Kraju Basków, testuje rozwiązania sprzyjające przyrodzie – elementy zasiedlane muszlami i omułkami, które zamieniają podwodne kolumny fundamentu w siedlisko – obok niewielkiego pilotażu akwakultury wielotroficznej, w którym obok turbiny hoduje się ostrygi, małże, omułki i algi. Nie chodzi o zbiory; chodzi o praktyczną wiedzę, jak budować fundamenty, które goszczą życie morskie, zamiast wyjaławiać dno wokół siebie.

Trzeci nurt przemyśliwa samą platformę na nowo. Szwedzka NoviOcean pokazała Medi Wave 850H, który łączy wytwarzanie z fal, wiatru i słońca w jednej pływającej jednostce o mocy 850 kW; prototyp przechodzi próby morskie w pobliżu Sztokholmu, a w planach są wersje 3 MW i 5 MW. Ponieważ energia fal zwykle pojawia się z opóźnieniem wobec wiatru, połączenie obu – i dodanie fotowoltaiki – wygładza produkcję i zmniejsza zależność od magazynowania, a trzy źródła korzystają z jednego przyłącza do sieci. Argumentem jest więcej energii z każdej jednostki powierzchni morza.

Żadne z tych rozwiązań nie jest jeszcze standardem i Bałtyk przez lata będzie stawiał monopale. Ale własne ograniczenia regionu – płytkie, lecz zatłoczone wody, intensywna żegluga, łowiska, korytarze obronne i dno już poprzetykane kablami – to dokładnie te presje, na które odpowiadają te technologie. Głębsze fundamenty otwierają lokalizacje, które bliżej brzegu wykluczają radary i zastrzeżenia wojskowe; projektowanie pod kątem współistnienia odpowiada na pytania rybołówstwa i środowiska, które spowalniają pozwolenia; rozwiązania hybrydowe wyciskają więcej prądu z każdego wydzielonego skrawka morza. Kolejny etap bałtyckiego offshore nie będzie polegał wyłącznie na większych turbinach na większych monopalach. Będzie to szerszy zestaw narzędzi dla morza, na którym pustej przestrzeni jest coraz mniej.